,,Bożonarodzeniowe tradycje – wspomnienia”

         Okres Świąt Bożego Narodzenia to magiczny czas, pełen radości, miłości, ciepła, wspólnych spotkań, rozmów oraz wspomnień, wspomnień świąt dzieciństwa. Nikt nigdzie nie śpieszy, nie goni. W oczekiwaniu na pierwszą gwiazdkę oraz podczas świątecznych spotkań często nasi dziadkowie mówią, „kiedyś święta były inne, nie było takich prezentów, pięknych ozdób choinkowych, tylu dań na stole”. W takim razie jak było kiedyś?

             Podczas ostatniego spotkania „Herbatka Seniora”, które odbyło się 5 grudnia 2019r postanowiliśmy poprosić zebranych seniorów z naszej gminy, aby odpowiedzieli na 3 pytania dotyczące świąt Boże Narodzenia. Ankiety otrzymali uczniowie naszej szkoły, którzy w grudniowe popołudnie byli reporterami i przeprowadzali wywiad ze swoimi dziadkami. Pytania dotyczyły zwyczajów, jakie panowały w ich rodzinnych domach, przygotowań do świąt, tradycji kulinarnych, atmosfery jaka panowała i oczywiście świętego Mikołaja.

           Pierwsze pytanie dotyczyło świętego Mikołaja – czy przychodził i jakie prezenty przynosił?

Część ankietowanych odpowiedziała „w moim dzieciństwie święty Mikołaj nie przychodził i nie przynosił prezentów. Mama mówiła, że Mikołaj nie może dojechać bo są duże zaspy śniegu”.

W domach, do których przychodził Mikołaj przynosił skromne prezenty, o czym świadczą wypowiedzi seniorów. Oto niektóre z nich.

Jeden cukierek i to wszystko. Nie kupował takich wymyślnych prezentów. Dzieci umiały się cieszyć ze zwykłego landrynka”.

 „Rzeczy szkolne, zeszyty, pióro do pisania atramentem. Oprócz tego słodycze, które robiła własnoręcznie mama. Dostawałam też kokardy do włosów lub spinki, bo nosiłam dwa grube warkocze. Prezenty znajdowało się koło łóżka lub pod poduszką. Było wesoło”.

 „Bardzo skromne prezenty, z których wszyscy się bardzo cieszyli. W paczkach były cukierki, ciasteczka, dropsy, lizaki. Czasami skarpetki, rękawiczki”.

 „Przynosił paczki ze słodyczami i oczywiście POMARAŃCZE (były dostępne w sklepach w okresie przedświątecznym”.

 „… raz dostałam lalkę, która miała masową główkę, a pozostałe części były szmaciane. Tego prezentu zazdrościły mi wszystkie dziaciaki”.

 „W moim dzieciństwie św. Mikołaj był biedny. W prezencie dostawaliśmy zeszyt, ołówek, jabłko i czasami cukierki.  A niegrzeczne dzieci dostawały rózgę”.

             Ankietowani zostali również zapytani o dania wigilijne, choinkę, śnieg oraz zwyczaje bożonarodzeniowe jakie pamiętają z dzieciństwa.

Choinka czym ozdabiano?

            Dzieci ubierały choinkę (przyniesioną z lasu była to sosna lub świerk) 24 grudnia. Materiał na ozdoby choinkowe gromadziło się dużo wcześniej. Były to kolorowe papierki, pudełka po zapałkach. Rodzice kupowali główki pajacyków, aniołków, a ubranka trzeba było uformować i dokleić z bibuły samemu. Choinkę ozdabiały dekoracje wykonane własnoręcznie: łańcuchy z bibuły, papieru lub z ciętych kawałków słomy. Czerwone jabłka (które wieszano w środku choinki, żeby nie spadły i nie łamały gałązek ponieważ były ciężkie), ciastka pieczone z mamą, pierniki oraz kolorowe świeczki w lichtarzykach przypiętych do gałązek. Niektórzy seniorzy pamiętają święta, kiedy nie było światła i dom oświetlała lampa naftowa, a choinkę kolorowe świece w świecznikach tzw. spinaczach. Na choince można było znaleźć również cukierki sople świąteczne (kupowano je i przez kilka – kilkanaście lat ozdabiały choinkę), lametę choinkową oraz jako imitację śniegu używano białej waty. W niektórych domach drzewko bożonarodzeniowe ozdabiały pojedyncze bombki. W centrum Kodnia był sklep w którym można było kupić piękne zabawki, ozdoby choinkowe, ale wielu mieszkańców nie było na nie stać.

            Babcia uczennicy klasy 5 opisała nam jak kupowała bombkę.”W sklepie były bombki, ale nie mieliśmy pieniędzy. W którymś roku dostaliśmy z bratem pieniądze na jedną bombkę. Poszliśmy zadowoleni do sklepu w Kodniu. Podobały nam się 2 bombki niebieska i czerwona. Długo kłóciliśmy się, którą wybrać. W końcu kupiliśmy niebieską. Jaka ona była piękna na choince. Nawet teraz po ponad 80 latach pamiętam, jak się wtedy cieszyłam tą bombką”.

 Potrawy  

            Dania wigilijne były postne. Od samego rana wszystkie potrawy przygotowywała mama. W niektórych domach mamie pomagały dzieci. Oprócz śledzi i karpia były pierogi z kapustą, (lub z kapustą i grzybami) słodkie kluski z makiem i racuchy, które miały nieregularne kształty, ponieważ wkładane były łyżką do głębokiego tłuszczu. Na wigilijnym stole można było znaleźć kompot z suszonych owoców (całe lato i jesień zbierało się i suszyło owoce – zawsze 4 rodzaje – jabłka, gruszki, wiśnie i śliwki), kapustę duszoną na oleju lnianym, groch z kapustą i KOTUCHY  – czyli bułki z kapustą lub kaszą i makiem.

            Gotowało się zupę grzybową (grzyby samodzielnie zebrane w lesie) z własnoręcznie robionymi kluseczkami, kisielek owsiany (polany olejem lnianym). W niektórych domach na świąteczną kolację mama piekła pierogi z kaszy gryczanej i robiła sos z grzybów. W piecu pieczono makowce, bułki drożdżowe na całą blachę, strucle z makiem i oczywiście piernik z dodatkiem zebranych orzechów.

 Tradycje bożonarodzeniowe

            Przygotowania do świąt rozpoczynało się wraz z Adwentem. Rodzice uczyli kolęd. 24 grudnia ubierano choinkę wcześniej własnoręcznie przygotowanymi ozdobami. Gospodarz przynosił do domu trochę kłosów zboża i stawiał w kącie. Miał on zapewnić dobre plony w przyszłym roku. Stół nakrywano białym obrusem pod którym znajdowało się siano. Dzieci czekały na pierwszą gwiazdkę. Wraz z ukazaniem się jej na niebie dzielono się opłatkiem i zasiadano do stołu. Później chodziliśmy kolędować do sąsiadów za śpiewanie dostawaliśmy pieczone bułeczki z makiem albo 50gr. Bardziej zamożni dawali 1zł. O północy saniami, wozami zmierzaliśmy do kościoła na Pasterkę. Następnie wielkim przeżyciem była wizyta księdza. To były czasy, kiedy dzieci całowały księdza w rękę jako wyraz szacunku.

85 letnia mieszkanka Kodnia tak wspomina święta:

„W czasie adwentu o 6:00 rano w kościele odbywały się roraty lecz nie było wtedy tradycji chodzenia z lampionami. W Wigilię tato przynosił snopek zboża, wchodząc wypowiadał słowa „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Stawiał go w kącie w kuchni. Podłogi były już umyte – mama posypywała je słomą ponieważ kolędnicy (przebrani za śmierć, diabła, kozę) śpiewali kolędy w kuchni (tam odbywała się kolacja) i mieli brudne mokre buty. Błoto wchłaniało się w słomę, i nie brudziło podłogi. Mamusia zamiast ponownie myć podłogi, w pierwszy dzień świąt zmiatała słomę i było czysto. Opłatek był kupowany u księży. Oczywiście pod obrusem rozsypywano sianko. Podczas kolacji nie czytano ewangelii, (nie mieli jej ludzie w domach), odmawiano modlitwę. Pasterka w kodeńskim kościele była piękna (jechaliśmy na nią konno). Był tam również żłóbek”.

 Śnieg

Śniegu było pod dostatkiem, któremu towarzyszył srogi mróz. Czasem było tyle śniegu, że nie kursowały autobusy. „Nie pamiętam świąt z dzieciństwa bez śniegu”.

 Ankietowanym seniorom święta kojarzą się

– ze sprzątaniem domu, bieleniem ścian i przygotowywaniem potraw
– z pysznymi potrawami przygotowanymi przez mamę
– z zupą tzw. PUPURKĄ (jest to zupa z suszonych grzybów i śledzi)
– z mięsem, które było w domu od święta
– z choinką
– ze śpiewaniem kolęd
– z kolędowaniem
– z pasterką (na którą zjeżdżało się saniami z brzęczącymi dzwonkami lub szło się pieszo 3 km, ale wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni z pięknych świąt Bożego Narodzenia)
– z mrozem, ludzie ubierali przeważnie kożuchy (pachnące naftaliną)
– ze śniegiem
– z zapachem choinki, z wigilią na której była cała rodzina i z kolędnikami, którzy śpiewali kolędy wspólnie z domownikami

Co robiły dzieci kiedy było dużo śniegu? Czy chodziły do szkoły? A może spędzali czas grając na komputerze? Otóż nie…. przecież nie było wtedy komputera. 75-letnia mieszkanka Kodnia, babcia uczennicy klasy 6a wyczerpująco nam o tym opowiedziała i moim zdaniem było wesoło!

„Zima była bardzo ostra. Duży mróz i ogrom śniegu – powyżej wysokości płota. Górkę chłopcy polewali wodą. Bawiliśmy się na śniegu, na każdym podwórku stały bałwany. Zjeżdżaliśmy z górki na sankach wykonanych z drewna, workach z sianem lub wieczorami, gdy nikt nie widział przyprowadzali ZAJDKI – duże sanie, podwójne od konia. Mieliśmy też drewniane łyżwy (z drutem na środku pod spodem, żeby były śliskie), które przywiązywało się do nóg sznurkami. Często jeździło się na jednej łyżwie, bo drugą pożyczało się koleżankom i kolegom. Podobały nam się też wielkie, półmetrowe sople i szyby pomalowane przez mróz w różne wzory. Do szkoły chodziliśmy pieszo. Nikt nie odśnieżał podwórek. Poruszaliśmy się wąziutkimi ścieżkami wśród tuneli ze śniegu. Święta i zima to był czas radości, wspólnych zabaw, przygotowań razem z całą rodziną. Na zimę czekało się z utęsknieniem, ale najbardziej chodziło o szaleństwo na śniegu, a nie same prezenty. Było bardzo wesoło, dużo śmiechu towarzyszyło nam we wszystkich tych okolicznościach”.

            Na przestrzeni lat wiele tradycji takich jak choinka, 12 potraw na stole, oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, sianko pod obrusem, łamanie się opłatkiem, kolędowanie, uroczysta Pasterka zachowało się do dzisiaj. Jednak pewna ich część straciła już na znaczeniu lub po prostu zanikła.

            Ankieta miała na celu przybliżenie uczniom jak wyglądały święta 50-60, a nawet 80  lat temu, że nie zawsze wśród prezentów można było znaleźć grę planszową, książkę, samochód sterowany pilotem, smartwatch i inne wynalazki XXI wieku. U jednych święty Mikołaj przychodził 6 XII i prezenty wkładał pod poduszkę u innych w Wigilię i zostawiał pod choinką, a u niektórych wcale go nie było.

            Choinka 60 lat temu była równie pięknie udekorowana, ale wśród ozdób nie było bombek, łańcuchów, pysznych czekoladowych cukierków i lampek LED-owych, a własnoręcznie wykonane ozdoby z papieru, słomy i bibuły.

            Wśród potraw w Wigilię były dania postne, a w kolejne dni mięsne potrawy. Dziś wielu seniorów ze smakiem z zamkniętymi oczami wspomina jak smakowały pierogi, ciasta drożdżowe wypiekane w piecu przygotowane przez swoje mamy. Ten smak jest dzisiaj nie do powtórzenia. Dlaczego? Ponieważ składniki są inne kiedyś wszystko było naturalne i ciasto upieczone we współczesnym piekarniku, nie ma tego smaku jak upieczone  w piecu.

            We współczesnych czasach niewyobrażalne jest iść pieszo lub jechać konno pośród 2 metrowych zasp do kościoła, a kiedyś były to jedyne środki transportu. Obecnie rzadko kiedy zimą jest śnieg. 

            Na pewno trudno jest wyobrazić naszym uczniom i młodym czytelnikom, że były takie czasy, ale wtedy też żyło się wesoło.  Nasi seniorowie nam o tym pięknie opowiedzieli, za co z góry bardzo dziękujemy!

           Artykuł opracowała
Marlena Szmytko